Lew, czyli proaktywność wg. dzikiego
John Eldregde opisał historię pewnego koszmaru, w którym “lew ściga mężczyznę, aż w końcu ofiara pada wyczerpana i budzi się z krzykiem” (”Dzikie Serce” str.150). Mężczyzna ten zastanawiał się symbolem jakiego lęku jest lew, co go w życiu przeraża. Znajomy pastor dał mu wskazówkę, żeby mimo strachu nie uciekał przed lwem, tylko przystanął i zapytał, kim jest, co robi w jego życiu i dlaczego go goni. Mężczyzna w swoim śnie zrobił to. Lew odpowiedział: “Jestem Twoją odwagą i Twoja siłą - dlaczego przede mną uciekasz!”. Ta piękna historia oddaje pewną rzeczywistość naszego życia. Tak bardzo weszliśmy w zachowania reaktywne, że boimy się naszej siły. Boimy się odwagi i siły, która tkwi w nas, a ona jest nam dana, abyśmy mogli walczyć o prawdę. John pisze “Zacznij wykorzystywać swoją siłę a odkryjesz, że staje się coraz większa”. To prawda. Kiedy w końcu przestaniemy uciekać i zaczniemy wykorzystywać naszą siłę i odwagę w szukaniu i dochodzeniu do prawdy, ta siła będzie rosnąć. John nie nazywa tego proaktywnością, ale to jest właśnie życie proaktywne. On nawołuje. abyśmy żyli proaktywnie. Ma już dość tej reaktywności, w której na pierwszym miejscu jest unikanie konfliktów, bycie miłym, bycie fałszywym. Przepraszam, ale nie boję się użyć tego porównania. Autentyczna troska o relację i dobro wyklucza bycie wiecznie miłym. Zakłada starcie z fałszem (który zawsze w mniejszym lub wiekszym stopniu pojawia się w relacjach, jesteśmy nim skażeni) i obnażenie go, a to zawsze boli. A tam gdzie jest ból, ciężko o miłą atmosferę. Lew, który biegnie za nami, to jest właśnie nasze proaktywne spojrzenie na rzeczywistość. My przed nim uciekamy. Wydaje nam się czymś niebezpiecznym i rzeczywiście w kryteriach reaktywnych jest to niebezpieczne. Bo zakłóca ten fałsz, który nas otacza. Fałsz miłych relacji. Fałsz podejścia “wszystko w porządku”. Fałsz podejścia “świętego” spokoju. To jest pewien etap. Wiem, że podniosą się głosy “czy miłe to złe”? Nie. Proaktywność wymaga kontaktu ze sobą. Jeżeli ktoś chce nas oszukać, nadużyć, wykorzystać, to pojawi się w nas pewien niesmak. Proaktywność zwraca uwagę na ten niesmak i zachęca do konfrontacji. Często, aby nie wywoływać nieprzyjemnej atmosfery, dla “świętego” spokoju (przepraszam, ale mam wrażenie, że szatan drwi sobie z nas tym stwierdzeniem), odpuszczamy, uciekamy przed tym lwem, który jest naszą siłą. A jeżeli uciekamy przed naszą własną siłą, to stajemy się coraz słabsi. Jak bardzo potrzebny jest ten moment, kiedy przystaniemy i skonfrontujemy się. Ale kto się nie boi zatrzymać przed nadbiegającym lwem?
Mówię Wam, warto zaryzykować…
W imię prawdy.
CDN…