No i stało się. Desant został wykonany. Zostałem zrzucony w trampkach do dżungli, która nazywa się ojcostwo.
Jeszcze kilkanaście tygodni temu mówiłem, że czuję przygotowania do desantu – jakie by one nie były to jednak desant w obcy trudny teren. I stało się – jestem w tej dżungli a obok mnie teraz śpi mały Janek. Przyszły mężczyzna a obecnie niemowlak, mały chłopczyk z zaciśniętymi pięściami i z łagodnym wyrazem twarzy (w tym momencie oczywiście
).
Wydaje mi się, że to niesamowita droga trudna, ale fascynująca. Trudna bo nieznana i tak bardzo niezależna ode mnie. Mały człowiek żyje swoim rytmem i nie zważa na moje potrzeby, mój stan, poziom zmęczenia, moje sprawy. On decyduje, a ja staram godzić się na to
.
Chyba najtrudniejszym elementem przebywania w tej dżungli jest bezradność. To uczucie towarzyszy mi często – raz bardziej, raz mniej. Jest trudne i powoduje dużo złości a jednocześnie kształtuje mnie wewnętrznie. Powoduje, że staję się bardziej odporny na niezależne elementy rzeczywistości – niezależne ode mnie. Te emocje trzeba w sobie przepracować, żeby móc pójść dalej – ja staram się
.
Powiedziałem z drugiej strony, że fascynująca. Tak – codziennie patrzę na to nowe życie, które się kształtuje, rozwija. To jest coś niesamowitego.
Mam nadzieje, że czas i okoliczności pozwolą mi pisać wieęcj o tej niesamowitej drodze przez dźunglę.


